W domu czekała na nas moja mama.
- Idź się połóż, zrobię ci herbatkę - przywitała mnie takimi słowami
- Mamo, nic mi nie jest. Potrafię sama sobie zrobić herbatę...- w tej chwili poczułam jak świat mi zaczął wirować...dobrze, że mnie Eva przytrzymała...
- Chyba jednak się położę - stwierdziłam.
Poszłam na górę i położyłam się. Mark siedział obok na fotelu.
- O, jesteś... kiedy wróciłeś kochanie? - spytałam.
- Skarbie, muszę ci coś powiedzieć... - patrzył na mnie lodowatym wzrokiem.
- Nic nie mów tylko mnie przytul - prosiłam.
- Nie mogę...
- Proszę.
- Nie mogę...
- Dlaczego? Co ci się stało? Jesteś jakiś inny? - już zaczęłam się niepokoić.
- Ja umarłem kochanie - mówił z powagą.
- Co? - zaczęłam się śmiać - Dlaczego wszyscy mówią mi dzisiaj takie niestworzone historie? Jak mogłeś umrzeć? Przecież jesteś tu ze mną, widzę cię, rozmawiamy... oj, nie udał ci się żart.
- To nie żart... - mówił dalej - miałem wypadek. Jednak Ty nie pozwalasz mi całkiem odejść... Ja muszę odejść... Proszę, pozwól mi...
- Nie pozwolę ci odejść! Nigdy! Masz być na zawsze ze mną! Na zawsze! Słyszysz?! Zawsze będziemy razem! - odwróciłam się ze łzami w oczach. W głowie mieszały mi się różne myśli.
- To niemożliwe, że nie żyjesz, niemożliwe... A może masz kochankę i nie wiesz, jak mi to powiedzieć ? - chciałam jeszcze raz na niego spojrzeć, ale Marka już nie było.
- Nie możemy jej o tym powiedzieć, do niej jeszcze to nie dotarło - mówiła mama do Evy.
- Ona go nadal widzi i z nim rozmawia, a my mamy jej powiedzieć, że jutro jest pogrzeb Marka... - przerwała widząc, jak schodzę po schodach z góry.
- Napiłabym się herbaty - wymamrotałam.
Mama szybko mi ją zrobiła.
- Może jutro byśmy się wybrały na zakupy? Przyda mi się kilka większych kreacji? - spojrzałam na Brooke.
- Dobrze Kate, dobrze...
‘A jeśli Mark naprawdę nie żyje? To dlaczego ja go widzę? Dlaczego z nim rozmawiam? Nie, to niemożliwe. Najważniejsze, że jest! I na zawsze będziemy razem' - myślałam.
‘Muszę o tym wszystkim zapomnieć i zacząć myśleć o sobie i o dziecku. Dzisiaj zakupy a jutro urządzamy pokoik. Spytam tylko Marka, jaki kolor ścian będzie pasował do niebieskich firanek... postanowiłam'.
- No hej Brooke, jesteś gotowa na zakupowe szaleństwo? - krzyczałam w słuchawkę telefonu.
- Pewnie, że jestem. A jak się czujesz? - usłyszałam niepokój w głosie przyjaciółki
- Dobrze, przestańcie mnie traktować, jak chorą albo jak wariatkę! Nic mi nie jest! To za pół godziny w Centrum Handlowym - odłożyłam słuchawkę.
Ubrałam się w kolorową bluzeczkę i spódnicę, w którą ledwo się mieściłam. Wkładając te ubrania nie mogłam się napatrzeć na mój rosnący brzuszek. Ciągle go głaskałam i chciałam, żeby był większy, żebym poczuła się jak kobieta w ciąży, bo jak na razie był nieduży. I wygląda jakbym zjadła za dużo pączków. Byłam bardzo szczęśliwa wiedząc, że tam we mnie rośnie nowe życie...
- Cześć - przywitałam się z Brooke, która właśnie do mnie dołączyła.
- Może najpierw usiądziemy sobie i wypijemy kawkę, porozmawiamy, bo już dawno nie mówiłaś mi, jak tam układa ci się Chrisem - zaproponowałam.
- Ok. Chodźmy. Możesz pić kawę?
- Mogę, tylko nie mocną.
- Więc co tam u was? - spytałam, siadając przy stoliku.
- A u nas wszystko dobrze - odpowiedziała Brooke.
- Tylko tyle? Co jest z tobą? Wszystko dobrze? Hej, to ja... twoja przyjaciółka Kate... możesz ze mną porozmawiać o wszystkim, a ty mówisz tylko jedno zdanie? - byłam zdziwiona, zszokowana i zmartwiona.
- A co mam ci powiedzieć? Jest dobrze.
- A wyznaczyliście już datę ślubu? - próbowałam wyciągnąć z niej jakieś informacje.
- No, tak ...- bez entuzjazmu mówiła Brooke
- No to mów!!! Kiedy!!!?????
- Na Święta Bożego Narodzenia
- To super!!! Maleństwo nasze już będzie na świecie a i Mark pewnie też będzie miał wolne...
Obie zamilkłyśmy po tych słowach... Wolałam nie myśleć i nie słuchać tego co mi zaraz na pewno powie moja przyjaciółka na temat mojego męża, więc zmieniałam temat...
- To może chodźmy już poszukać coś seksownego i eleganckiego dla mnie na tę specjalna okazję - spojrzałam na Brooke, która wydawała się być zmieszana całą tą sytuacją.
- Chodźmy.
To dwóch godzinach ‘rajdu' po sklepach wróciłam wykończona do domu. W mieszkaniu wzięłam szybko prysznic i wzięłam się za robienie obiadu.