I tak minęły nam 3 lata, gdy jesteśmy małżeństwem i nadal uważam, że jest moim „księciem z bajki". Jest cudownie...
- I jak tam ci układa się z Chrisem? - patrzeliśmy pytająco na Brooke podczas kolejnego spotkania na lunchu.
- Jest doskonale.....Oświadczył mi się!!!! - zaczęłyśmy piszczeć obie jak głupie.
- To super! Gratuluję - cieszyłam się razem z przyjaciółką.
- Jeszcze nie ustaliliśmy daty ślubu, ale to kwestia kilku miesięcy - podniecała się Brooke.
- A ty Eva, nie cieszysz się moim szczęściem? - Brooke spojrzała zdziwiona na Eve.
- Cieszę się, cieszę. I Twoim szczęściem z Chrisem i twoim z Markiem - odpowiedziała smutno Eva.
- A co tam u ciebie i Jacka? Myślałam, że od kiedy zamieszkaliście razem to jest ok - pytałam.
- Owszem jest ok. Tylko znowu wziął nocny dyżur. Coraz mniej czasu spędzamy ze sobą - żaliła się Eva.
- No coś ty, jeszcze nie jest tak żle. Za 10 lat, to będziesz chciała spędzać z nim mniej czasu - próbowałyśmy ją pocieszać.
- Może macie rację. Mam przynajmniej więcej czasu dla siebie i dla was - w końcu Eva się uśmiechnęła.
- Kate powiedz lepiej jak tam idzie wam powiększanie rodziny?
- A więc....Okres mi się spóźnia dwa tygodnie i być może jestem w ciąży - cieszyłam się.
- To pięknie. Myślisz, że tym razem to „to" - usłyszałam
- Nie chcę się znowu łudzić, że jednak jestem w ciąży. Jutro zrobię test, to się upewnię. W końcu to mój 10 test ciążowy - posmutniałam.
- Mówiłaś Markowi?
- Rano jak zrobię test to mu powiem. Zrobię mu niespodziankę ... albo nie.
- To nam też koniecznie powiedz !
Bałam się kolejnego rozczarowania. Ale ciągle się staraliśmy o nasze maleństwo, a skoro lekarze stwierdzili, że nic nam nie dolega to ciągle próbujemy. Te próby są bardzo przyjemne, ale ten widok jednej kreski zamiast dwóch już nie jest tak przyjemny.
W nocy Mark miał wezwanie do szpitala. Wstałam wcześnie rano sama i męczyłam się z myślą czy już zrobić test czy jeszcze nie. Zrobiłam . Teraz minutę musiałam czekać... i to była najdłuższa minuta w moim życiu. Wmawiałam sobie, że w ogóle się nie przejmę tym, jeśli okaże się, że nie jestem w ciąży. Jednak w głębi duszy byłam przerażona. Modliłam się, żeby się udało. Minuta minęła...Spojrzałam na wynik...Są dwie kreski...Udało się! Będziemy rodzicami! Spojrzałam jeszcze raz...dla pewności...Tak ! Są dwie! Zaczęłam krzyczeć, piszczeć i płakać ze szczęścia.
Chciałam zadzwonić do Marka, ale postanowiłam powiedzieć mu o tym osobiście.
- Cześć kochanie - szczęśliwa mówiłam przez słuchawkę.
- Coś się stało? Dlaczego dzwonisz tak z rana? - dziwił się Mark.
- To już żona nie może zadzwonić do własnego męża i zaprosić go na wspólny lunch? - trudno mi było ukryć dobry humor.
- Oczywiście, że możesz kochanie .
- To jesteśmy umówieni w Three Roses ? - zaproponowałam
- Dziwnie mówisz...Na pewno wszystko dobrze?- podejrzliwie zapytał.
- Tak. Nic się nie martw tylko przyjdź na lunch. Kocham cię. Pa - mówiłam tajemniczo.
- Ok. Też cię kocham. Do zobaczenia...