Około 2000 p.n.e., w okresie Średniego Państwa, Egipt stworzył cywilizację, w której o strukturze społecznej przestały decydować wyłącznie względy religijne i pochodzenie, zaczęły się liczyć również osobiste walory jednostek - ich wiedza i umiejętności. Można także mówić już o współcześnie rozumianej nauce i medycynie. Ta wysoko rozwinięta kultura miała jeden fetysz - włosy; a konkretnie ich brak. Kobiety z wyższych sfer depilowały całe ciała łącznie z brwiami i głową. Naga czaszka była najintymniejszą częścią żeńskiego ciała, wstydliwie chowaną pod perukami rozmaitych, często zaskakujących, proweniencji. Największą przyjemność erotyczną mężczyzn był jej masaż. Pierwotnie włosy usuwano w czasach zarazy, ze względów higienicznych ale, jak to się często w historii zdarzało, dbałość o zdrowie zrodziła modę, która stała się tak istotnym czynnikiem oceny atrakcyjności, że o pragmatycznych względach zapomniano, a jej wskazania doprowadzono do absurdu. Brak włosów zrodził również potrzebę makijażu - bez brwi zanikał kontur nosa a według Egipcjan powinien on być duży. Nieco później przyszedł czas na podkreślanie oczu.
Starożytną Grecję i Rzym można traktować jako jedność - cywilizacyjna machina imperium była jedynie "transporterem opancerzonym rozwożącym sól greckiej kultury" po świecie zachodu. Ideał urody tak męskiej jak i żeńskiej, który stworzyli mieszkańcy Peloponezu był najracjonalniejszy z możliwych bo oparty o zasady geometrii. Królował umiar i równowaga. Tam także wytworzono pierwszą teorię regularności rysów - idealnych proporcji twarzy . Kobiety oczywiście nie posiadały pełni praw ale były postrzegane jako rodzaj partnera (ich wychowanie obejmowało ćwiczenia fizyczne) ideał urody był więc dość maskulinistyczny, a nawet nieco atletyczny. Grecy a za nimi rzymianie żywili także pewną niechęć do dużych biustów. Spartańskie kobiety nawet obwijały piersi ciasnym bandażem co miało zahamować ich wzrost. Tak powstały staniki. Około II wieku p.n.e. wraz z rozwojem patrycjatu rzymskiego w pogardę popadła opalenizna - znak biedy i konieczności pracy (powróciła jako chwilowa moda za panowania Kaliguli).
W późnym cesarstwie (a także w Bizancjum) zapanował głęboki bałagan etniczny a prywatne upodobana władców natychmiast stawały się modą nie ma więc możliwości wskazania kanonów piękna w tym okresie.
Ideał piękna rozwiniętego średniowiecza został stworzony przez poezję trubadurską. Przedstawiał kobietę jako istotę tak wiotką, że niemal nierealną: bardzo szczupła sylwetka (obliczono, że postaci żeńskie ze średniowiecznych obrazów ważyły nawet 40 kg - trzeba jednak wziąć poprawkę na fakt, że ludzi byli wtedy mniejsi), jasne włosy, bardzo blada, pozbawiona piegów karnacja, przeźroczyste dłonie. Fetyszem średniowiecza było wysokie czoło toteż kobiety wyrywały sobie włosy z głowy, niekiedy aż do połowy czaszki. Wychudzenie sylwetki twarzy i przesuniecie linii włosów spowodowało zmianę postrzegania regularności rysów - odbiegało ono znacznie od ustalonych w antyku proporcji. Szerokie biodra i mały biust nadal panowały.
Powrót do antycznych ideałów a także przejęcie przez Włochy roli kulturalnego hegemona Europy (a co za tym idzie wzrost pozycji kobiet) spowodowały unaturalnienie średniowiecznych pomysłów na żeńską urodę, jednak nawet w początkach renesansu podstawy atrakcyjności nie zmieniły się znacznie. Dopiero na przełomie XV i XVI wieku w łaskach znalazły się brunetki, a kobiety idealne zaczęły się zaokrąglać. Aż stały się kształtami Rubensowskimi (ten typ urody forsowany był już przez Tintoretta). Wtedy też, po raz pierwszy do wielu wieków, atrakcyjny stał się duży biust - dekolty już go nie obciskały, a zaczęły uwydatniać. Renesansowe pojęcie regularności rysów utrzymało się jednak. Zauważyć to można na portrecie, powszechnie uważanej za zjawiskową piękność, Małgorzaty de Valois (Królowej Margot) pędzla Françoisa Cloueta.
Klasycyzm ponownie odchudził kobiety lecz nie wytworzył spójnego ideału urody. Silne państwa narodowe o bogatych kulturach jak Francja, Niemcy czy Anglia odwoływały się cech uznanych przez nie za etniczne. Podobało się to co swojskie, znane.
Przełom przyniósł dopiero romantyzm, rozpowszechniając typ inkompranzyny, kobiety niezrozumianej, której uroda korespondowała z wewnętrznym rozdarciem. Takimi były muzy pisarzy i poetów jak Delfina Potocka czy Maria Duplessis (pierwowzór Damy Kameliowej). Lansowany przez rządców dusz ideał piękna podobny był do średniowiecznego z tą różnicą, że bladość cery zastąpił rumieniec a włosy nie musiały być już tak jasne. Szerokość bioder również straciła na znaczeniu. Urodę taką cenili impresjoniści francuscy i angielscy prerafaelici, wzbogacili ją jednak o dodatkowy pierwiastek niesamowitości czy aberracji. Trzeba pamiętać, że różnorodność typów urody uznawanych za atrakcyjne była w XIX bardzo duża np. czołowa aktorka Komedii Francuskiej panna Mars była kobietą raczej postawną, aż nadrubensowską, zaś jej konkurentka z Teatru Historycznego wiotką akrobatką; obie postrzegane były jako bardzo piękne.
Zmiany jakie nastąpiły w świecie w czasie I Wojny Światowej, a w szczególności masowe zatrudnianie kobiet spowodowało ponowne zmaskulizowanie potocznego typu urody. Modne stały się krótkie fryzury i ubrania szyte "męsko" - kryjące kształty ciała. Dzięki kinu (i kreacjom Marleny Dietrich) styl ten bardzo szybko został uerotyzowany, a pisarze i malarze przestali być estetycznymi autorytetami w sprawach somy. O tym co piękne zaczęła decydować popkultura i światowy jej potentat - USA. Szefowie wielkich studiów filmowych szybko zdali sobie sprawę z faktu, że najłatwiej stworzyć gwiazdę odwołując się do najbardziej podstawowych kanonów urody - tych które sugerują płodność. W roku 1953 roku rozbłysła Marilyn Monroe. Absolutny symbol seksu i kompletny ideał urody, od początku do końca wyreżyserowany (łącznie z imieniem) przez specjalistów od wizerunku. Platynowa blondynka z mocnym makijażem usiadła na tronie królowej piękności na prawie dwie dekady. Później powrót do naturalności przyszedł wraz z pokoleniem dzieci kwiatów i odszedł z nastaniem epoki disco. W ubiegłym wieku wydarzyło się jednak jeszcze coś ważnego: u progu lat dziewięćdziesiątych pojawiła się moda na zdrowy styl życia i szczupłą sylwetkę. I tak jak w starożytnym Egipcie coś co wynikało z racjonalnych, wręcz medycznych, przesłanek niemal niepostrzeżenie zamieniło się w modę, która w skrajnych przypadkach może zagrażać zdrowiu. Niepohamowana szczupłość jest do dziś jednym z najważniejszych atrybutów urody tak męskiej jak i żeńskiej, w przypadku pań stała się nawet bardziej istotna niż szerokie biodra, które po raz pierwszy od zarania dziejów straciły na znaczeniu. Popkultura jednak potrzebuje nowości nie wydaje się więc by trend ten mógł utrzymać się zbyt długo. Społeczeństwo informacyjne, w jakim żyjemy uznaje zjawisko niszowości tak więc liczba obecnych we współczesnej kulturze typów urody będzie stale wzrastać. Ponadto możliwości medycyny plastycznej są ogromne więc osiągnięcie danego ideału stało się realne. To może uświadomić ludzkości, że prawdziwe piękno nie jest konglomeratem cech w danym czasie uznanych za atrakcyjne; musi być naturalne aby nie było niezręczne i składa się z dobrze dobranych niedoskonałości.
Aneks: